Pierwszego ranka w Rishikesh budzi mnie dzwonek świątyni o 4:50. Drugiego - sama otwieram oczy, bo Ganges szumi inaczej, niż wszystko, co znam. Trzeciego rozumiem, że to nie joga zmienia ludzi. To godzina, o której wstają.
Brahma muhurta - godzina przed świtem
Tradycja mówi: półtorej godziny przed wschodem słońca układ nerwowy jest najbardziej otwarty. Joga, oddech, modlitwa, cokolwiek - robi wtedy więcej niż o ósmej. Przez pierwszy tydzień to brzmi jak tortura. Przez drugi - jak najcichsza część doby, która należy tylko do mnie. Przez trzeci - nie potrafię już wyobrazić sobie, że można zaczynać dzień od telefonu.
W aśramie nie ma kawy. Jest gorąca woda z imbirem i cytryną. Po pranajamie (40 minut oddechu) i godzinie asan jest się rozbudzonym tak, jak espresso nigdy nie potrafiło rozbudzić.
Ghee, kurkuma i zasada ciepła
Indyjska kuchnia ajurwedyjska nie zna jogurtów na śniadanie, koktajli ze szpinakiem i lodu w wodzie. Wszystko jest ciepłe, gotowane, doprawione przyprawami, które wspierają trawienie. Łyżka ghee do ryżu, szczypta hingu (asafetidy), świeży imbir do każdego dania.
Po dwóch tygodniach znika u mnie wzdęcie, do którego się przyzwyczaiłam. Po trzech - zmienia się jakość snu. To nie magia. To po prostu zgodność jedzenia z tym, czego potrzebuje układ pokarmowy w danej porze dnia i roku.
Cisza jako technologia
Trzeciego tygodnia trafiam na trzydniowe vipassana - całkowita cisza, brak kontaktu wzrokowego, brak telefonu, brak książek. Pierwszy dzień: panika. Drugi: nuda. Trzeci: pojawia się coś, czego nie umiem nazwać. Nie spokój, raczej brak oporu. Wracam do pokoju i czuję, że moje myśli mają więcej miejsca między sobą.
Cisza w Indiach nie jest brakiem dźwięku. Jest brakiem komentarza. To dwie różne rzeczy i dopiero teraz to rozumiem.
Co przywozi się z Rishikesh
Nie przywozi się oświecenia, mantry na koszulce ani namiotu w salonie. Przywozi się drobne nawyki: wstać 30 minut wcześniej, jeść ciepłe śniadanie, nie sięgać po telefon przed pierwszą szklanką wody. To brzmi banalnie, ale po trzech miesiącach widać różnicę w lustrze i w cierpliwości do ludzi.
Indie nie dają odpowiedzi. Dają tempo, w którym pytania przestają być pilne.
Tekst: redakcja MyMagicTour. Reportaże z drogi - z autopsji i z notatnika prowadzonego po każdej wyprawie.



