Bardzo często słyszę jedno zdanie: «u Ciebie jest drożej niż w dużym biurze». Rozumiem ten odruch, bo wszystkie porównujemy ceny na pierwszy rzut oka. Dlatego usiadłam i policzyłam to uczciwie, dzień po dniu, z prawdziwymi liczbami z prawdziwych rezerwacji. Wynik zaskoczył mnie samą.
Najpierw liczby, bez upiększania
Nasza wyprawa do Indii kosztuje 14 100 zł i trwa 16 dni. To daje 881 zł za dzień podróży. Dla porównania wzięłam realną fakturę z dużego biura podróży: popularny bliski kierunek, hotel z all inclusive, 4 446 zł za osobę i 7 dni. To daje 635 zł za dzień.
Różnica wynosi 246 zł dziennie. Nie 3 razy drożej, nie 2 razy drożej. Dwieście czterdzieści sześć złotych za dobę, czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje kolacja we dwie w dobrej restauracji w Warszawie.
Kiedy zobaczyłam tę liczbę, zadałam sobie proste pytanie: co dostaję za te 246 zł i czy to jest tego warte? Odpowiem szczerze, z obu stron.
Co realnie kupujesz w dużym biurze
Kupujesz przelot, transfer z lotniska, pokój i wyżywienie w hotelu. To jest bardzo dużo i naprawdę doceniam tę wygodę, sama korzystam z takich wyjazdów, kiedy potrzebuję po prostu leżeć i nie myśleć.
Wycieczki fakultatywne dokupujesz na miejscu, zwykle od 150 do 400 zł za jedną. Jeżeli wybierzesz trzy, budżet dnia rośnie o kilkaset złotych. Autokar ma 45 miejsc, przewodnik prowadzi całą grupę w jednym tempie, a zdjęcia robisz w kolejce.
Jedzenie jest bezpieczne i dopasowane do europejskiego podniebienia. To zaleta, jeżeli chcesz odpocząć. To strata, jeżeli przyjechałaś po smaki danego kraju.
Co realnie kupujesz u nas
Kupujesz miejsce w grupie liczącej od 10 do maksymalnie 16 osób. To znaczy, że znam Twoje imię, wiem, czy śpisz dobrze, czy potrzebujesz wolniejszego poranka i czy Twoje kolano wytrzyma dłuższe schody.
Wszystkie zwiedzania, wejściówki i przejazdy po trasie masz w cenie. Nie dopłacasz na miejscu, nie liczysz w głowie, czy stać Cię jeszcze na jeden fakultatyw. Cena, którą widzisz przed wyjazdem, jest ceną całej wyprawy.
Jedziemy w swoim tempie. Jeżeli w wiosce trafimy na targ, zatrzymamy się na targu. Jeżeli któraś z nas potrzebuje godziny ciszy, ta godzina się znajdzie. Nikt nie stoi z parasolką i nie woła, że autokar odjeżdża za cztery minuty.
Jemy tam, gdzie jedzą lokalni. Siadamy do stołu z rodzinami, pijemy herbatę u kobiet, które ją parzą od trzydziestu lat, poznajemy rzemieślników i uczymy się kilku słów w ich języku. To jest ta część podróży, której nie da się dokupić jako fakultatyw.
Uważność, której nie ma w cenniku
Największa różnica nie mieści się w tabelce. Jest nią to, że przez cały wyjazd ktoś naprawdę na Ciebie patrzy. Jestem z grupą od pierwszego do ostatniego dnia. Kiedy zgubi się bagaż, załatwiam to ja. Kiedy pojawi się gorszy dzień żołądkowy, mam apteczkę i numer do lekarza. Kiedy przyjeżdżasz sama, dbam o to, żebyś nie jadła kolacji sama.
W grupie 45 osób nikt nie ma na to fizycznej możliwości. To nie zarzut wobec dużych biur, to po prostu inna matematyka opieki.
Dla wielu z nas to jest pierwsza podróż od lat, w której nie trzeba niczego organizować, przypominać, pilnować i ogarniać. Dla kobiet, które w domu i w pracy ogarniają wszystko, ta jedna rzecz bywa warta całej podróży.
Więc czy butikowe biuro jest drogie?
Po tych wyliczeniach mam jasną odpowiedź: nie jest drogie, jest inaczej policzone. Płacisz nieco więcej za dobę, ale w tej dobie masz już wszystko, czego w innym modelu dokupujesz osobno i w pośpiechu.
Doliczmy uczciwie: trzy fakultatywy w tygodniowym wyjeździe to około 900 zł, czyli 128 zł na dzień. Różnica topnieje do niecałych 120 zł dziennie. Za tę kwotę dostajesz małą grupę, własne tempo, prawdziwe jedzenie, spotkania z ludźmi i opiekę osoby, która zna kierunek i zna Ciebie.
Jeżeli marzysz o leżaku, basenie i braku decyzji, wybierz duże biuro i będzie to bardzo dobry wybór. Powiem Ci to szczerze, bo nie chcę sprzedawać Ci czegoś, czego nie potrzebujesz.
Jeżeli jednak chcesz posmakować prawdziwych smaków danego kraju, być wśród lokalnych ludzi i nie być poganianą przez przewodnika, to serdecznie Cię zapraszam. Zrobimy to razem, spokojnie i po ludzku.
Tekst: redakcja MyMagicTour. Reportaże z drogi - z autopsji i z notatnika prowadzonego po każdej wyprawie.



