Wchodzę boso na ciepły marmur. Powietrze jest gęste od pary, pachnie eukaliptusem i czymś jeszcze, czego nie umiem nazwać. Kobieta po pięćdziesiątce, z dłońmi twardszymi niż wyobrażałam sobie kiedykolwiek dłonie, pokazuje mi gestem, żeby się położyć. Następne 40 minut to jest ten rodzaj doświadczenia, po którym wracasz do hotelu inną osobą.
Hammam dzielnicowy - to nie spa
W każdej marokańskiej dzielnicy jest hammam - łaźnia, do której lokalsi chodzą raz w tygodniu, zwykle w piątek. Wejście kosztuje 10–20 dirhamów (4–8 zł). Nie ma muzyki spa, świec ani aromaterapii. Są trzy pomieszczenia: ciepłe, gorące, bardzo gorące. Marmur, mosiężne miednice, wiadra wody, kobiety (lub mężczyźni - hammamy są osobne) w półleżącej pozycji, rozmawiające szeptem.
Hammam turystyczny w hotelu kosztuje 60–100 euro. Hammam dzielnicowy + lokalna terapeutka «tayyba», która umyje Cię osobno - 200–400 dirhamów (80–160 zł). To jest doświadczenie, nie spa-pakiet.
Trzy etapy: para, mydło, peeling
Pierwsze 15 minut: leżysz na ciepłym marmurze. Otwierają się pory, mięśnie miękną. Lokalsi przynoszą wiadra wody i polewają się z miednic - to nie jest prysznic, to jest medytacja w temperaturze 40°C.
Potem sabon beldi - czarne, gęste mydło z oliwy i potażu, pachnące eukaliptusem. Wciera się je w całe ciało i zostawia na 10 minut. Potem rękawica kessa - szorstka, jak papier ścierny - i tayyba ściera z Ciebie warstwę naskórka, o której istnieniu nie miałaś pojęcia. To jest dziwne uczucie. To jest też uczucie, po którym skóra przez tydzień wygląda inaczej.
Na koniec: maska z ghassoul (czerwonej glinki z Atlasu), polewanie zimną wodą, masaż olejem arganowym. Wychodzisz w bawełnianym szlafroku, z herbatą miętową w ręku.
Argan - złoto kobiet z południa Maroka
Olej arganowy produkują kobiety z berberskich kooperatyw w okolicach Essaouiry. Ręcznie. Z orzechów drzewa, które rośnie tylko tu i w Meksyku. Jeden litr czystego oleju to 24 godziny pracy kilkunastu kobiet - stąd cena.
W Maroku używają go do wszystkiego: do skóry, do włosów, do gotowania (jasny, prażony - tańszy). Po tygodniu w marokańskich hammamach skóra zaczyna pachnieć orzechami i wyglądać tak, jak nie wyglądała od lat.
Co przywieźć i jak nie dać się oszukać
Sabon beldi, ghassoul, czystą wodę różaną (z Kelaat M'Gouna w Dolinie Róż), olej arganowy kosmetyczny i jadalny. Kupuj w kooperatywach po drodze do Essaouiry lub w Marrakeszu w sklepach z certyfikatem (Argan Oil Co-operative). Cena referencyjna: 150–200 dirhamów za 100 ml czystego oleju kosmetycznego. Jeśli sprzedają za 50 - to nie argan.
Tekst: redakcja MyMagicTour. Reportaże z drogi - z autopsji i z notatnika prowadzonego po każdej wyprawie.



